REFORMA EMERYTALNA - Moimi oczami.
Dobry, dziś
chciałabym przedstawić problem, który
wzbudził w naszym kraju wiele emocji. Przez bardzo długi okres zastanawiałam się jak napisać o tym w sposób, który przypadłby komukolwiek do
gustu. I kiedy miałam już przygotowaną do połowy pseudo- rozprawkę na temat
tejże reformy, wpadł mi do głowy pewien pomysł. Zapraszam więc na krótkie
opowiadanie, całkowicie wymyślone przeze mnie.
Wyruszmy w podróż do roku 2032 …
Czasami robimy głupie rzeczy, nawet nie zdając sobie z tego sprawy; Czasem mówimy bzdury i dopiero po fakcie zastanawiamy się nad ich
sensem. I tak było w moim przypadku. Naprawdę nie wiem co mi strzeliło do tej pustej łepetyny, gdy
zgłosiłam się do konkursu z WOSu.„Przeprowadź
badania nad reformą emerytalną z 2012 r.” To miało być proste
i przyjemne zadanie, w żaden sposób nie wymagające mojego zaangażowania. Ot taka łatwa ocena z WOSu. Byłam przekonana,
że wystarczy napisać suche fakty, powklejać
fragmenty ustawy i… tak i to by było na tyle jeśli chodzi o mój wkład.
Pierwszy szok przybył wraz z
informacją, że moje badania mają się
opierać na wywiadach z ludźmi pracującymi po 60-tym roku życia.Drugi szok
związany był z faktem, że do
pracy mam dołączyć ciekawe zdjęcia i ciekawostki dotyczące mojego wysiłku.Tak więc moje nieprzemyślane
gadanie sprowadziło mnie na jedną z krakowskich ulic. Od dwóch godzin stoję w
deszczu na zimnie i zaczepiam ludzi, którzy wydają mi się być po tej
nieszczęsnej 60- tce. Dziwnie na mnie patrzą. Jak na
przybysza z innej planety. Wszyscy się
śpieszą, nikt nie zwraca na mnie uwagi. Czuję, że zamarzają mi dłonie, już
prawie ich nie czuję. W tamtym tygodniu znów zgubiłam rękawiczki. Trzecia para
zniknęła bez śladu dzień po zakupie.Obok mnie przechodzi jakaś
staruszka. Wzdycham ciężko- rozmawianie z obcymi ludźmi to zdecydowanie nie mój żywioł.
- Przepraszam, prowadzę badania na temat reformy emerytalnej wprowadzonej w 2012 r., czy mogłaby Pani odpowiedzieć na kilka moich pytań? To do szkoły- dukam niespokojnie, poprawiając nerwowo ciemne włosy. Czuję się wyjątkowo głupio.Staruszka wytrzeszcza oczy, jednak po chwili uśmiecha się pogodnie
.- Strasznych bzdur was uczą w tej szkole, nie uważasz? Mieszkam dwie kamienice stąd, wejdź zaparzę herbaty, cała przemarzłaś, dziecko. Wiesz, wczoraj upiekłam sernik…
Po mojej głowie przelatują różne sceny z „Jasia i Małgosi”. Ignoruję je jednak, bo jak już wspominałam jestem osobą, która najpierw robi, a dopiero później myśli. Kiwam z wdzięcznością głową, a już po chwili idę potulnie za tą przemiłą (z pozoru) staruszką.
***
Żegnam się z panią Olą, obiecując , że będę wpadała częściej. Jest coraz później, coś czuję, że mama będzie zła. Idę w pośpiechu na pętlę autobusową, mając nadzieję, że choć raz jestem na czas. Udało mi się, autobus stoi na swoim miejscu. Kierowca stoi spokojnie w pobliżu pijąc zapewne jakąś herbatę. Przyglądam mu się dokładnie i nagle zauważam, że jest dużo starszy, niż inni kierowcy, których spotkałam. To właśnie był zabawny aspekt tych czasów: łatwiej szło znaleźć osobę pracującą starszą, niż młodą. Podchodzę do niego szybkim krokiem.
- Przepraszam bardzo, ile pan ma lat?
Nagle uświadamiam sobie, że to kolejna głupota, jaka wypłynęła ostatnio z moich ust. Ale jest już za późno; mężczyzna krztusi się napojem, mówi coś niewyraźnie. Stoję jak przysłowiowy słup soli.W końcu mu przeszło, patrzy na mnie jak na wariatkę. Nie cierpię tego spojrzenia, dlatego odwdzięczam się mu tym samym. W końcu wybucha śmiechem.
- Sześćdziesiąt cztery- odpowiada w końcu, a uśmiech nie schodzi mu z twarzy. Wytrzeszczam lekko oczy, chociaż wiem, że to niegrzeczne
.- To normalne?
- A co teraz jest normalne? Nie zwalniają mnie z pracy to pracuję, bo muszę. Czy masz jeszcze jakieś pytania?
Przybieram mądrą minę i recytuję mu tą samą regułkę, co pani Oli. On również mruczy coś pod nosem o kretynizmie teraźniejszych szkół.
- Czy jest coś co wyjątkowo przeszkadza panu w pracy?- pytam wyciągając znów notes.
- Skleroza. Przepisy drogowe zmieniły się całkowicie, ciężko to zapamiętać i muszę przyznać, że zdarza mi się przejechać na czerwonym świetle- odpowiada i po chwili puszcza do mnie oko
.- Przecież pan jest niezdolny do wykonywania swojego zawodu…- Ale nikogo to nie interesuje, bo mimo wszystko nigdy nie miałem żadnego wypadku!- chwali się z dumą staruszek, a ja przypominam sobie mimowolnie bardzo stary kawał, jednak tym razem udaje mi się go przemilczeć. Nie chciałabym palnąć znowu czegoś głupiego, a to mogłoby wręcz urazić tego zabawnego pana.W pewnym momencie on uśmiecha się, jakby czytając mi w myślach i mówi:
- A znasz może ten kawał? Podchodzi kobieta do młodej dziewczyny i pyta: „jaka jest według pani najlepsza śmierć?”. Dziewczyna na to: „Tak jak umarł mój dziadek, czyli we śnie”. Kobieta uśmiecha się lekko i kontynuuje: „Tak to piękna śmierć. A najgorsza?”. „Taka jaką umarli przyjaciele mojego dziadka”. Kobieta zdziwiona lekko pyta: „A jak zginęli?”, „Jechali samochodem, który prowadził mój dziadek!”.
- Przepraszam, prowadzę badania na temat reformy emerytalnej wprowadzonej w 2012 r., czy mogłaby Pani odpowiedzieć na kilka moich pytań? To do szkoły- dukam niespokojnie, poprawiając nerwowo ciemne włosy. Czuję się wyjątkowo głupio.Staruszka wytrzeszcza oczy, jednak po chwili uśmiecha się pogodnie
.- Strasznych bzdur was uczą w tej szkole, nie uważasz? Mieszkam dwie kamienice stąd, wejdź zaparzę herbaty, cała przemarzłaś, dziecko. Wiesz, wczoraj upiekłam sernik…
Po mojej głowie przelatują różne sceny z „Jasia i Małgosi”. Ignoruję je jednak, bo jak już wspominałam jestem osobą, która najpierw robi, a dopiero później myśli. Kiwam z wdzięcznością głową, a już po chwili idę potulnie za tą przemiłą (z pozoru) staruszką.
***
- Z tego co rozumiem, ma pani 62
lata, pracuje jako księgowa i jest babcią 2-letniego chłopca, zgadza się?- upewniam
się popijając gorącą herbatę.
Było mi ciepło. Wróciło mi czucie w dłoniach, a sernik pani Oli to ósmy cud świata.Staruszka pokiwała wolno głową, a ja zabrałam się za dokładne notowanie.
- Do emerytury zostało pani…
- 5 lat- wchodzi mi w słowo.
Jej zielone oczy są smutne, więc następne pytanie jest jedynie formalnością.
- Jaki jest pani stosunek do tej ustawy?
Kobieta milczy przez dłuższy czas, a ja dobrze wiem, że zastanawia się nad odpowiedzią, więc przyglądam się jej. Wygląda mizernie. Ciepłe oczy i miły uśmiech przykrywa jakiś cień. Dopiero później dochodzi do mnie, że staruszka jest wykończona. Ma siwe, krótkie włosy i nie jest ani za chuda ani przy kości. Tak w sam raz.
- Dziecko, spójrz na mnie. Mam 62 lata, jestem wiecznie zmęczona, zapominam o wielu rzeczach, z niektórymi nie mogę już sobie dać rady; Nie wyobrażam sobie osoby, która byłaby z tego powodu szczęśliwa.
Kiwam po woli głową i nagle dochodzi do mnie, że nie za bardzo wiem o co ją zapytać.
- W pani pracy najważniejszy jest zdrowy umysł, opiera się ona przecież na liczeniu, dokładności i systematyczności. Nie wyobrażam sobie tego…
- Ja również sobie nie wyobrażałam. Mam dwuletniego wnuka, córka pracuje, zięć pracuje, a mały spędza całe dnie z opiekunką. W tych czasach to niezbyt mądre, nie uważasz? Zawsze byłam pewna, że pomogę jej z dziećmi, że będę brała czynny udział w ich życiu. A jak mam to robić skoro wiecznie siedzę nad pracą, którą przynoszę już nawet do domu i tylko modlę się by się nie pomylić- odpowiada i wzdycha ciężko. Robi się późno, a ja wiem że miałam być w domu na piątą. Uśmiecham się delikatnie i zadaję ostatnie pytanie:
- A jak pani myśli dlaczego wprowadzono tę ustawę, skoro tyle ludzi było i jest przeciwko?
- Pieniądze, pieniądze… i wiesz co jeszcze? PIENIĄDZE. Te hieny tłumaczyły się, że niby im więcej przepracujemy tym większe będą nasze emerytury, że przecież żyjemy dłużej niż wcześniej. Może i żyję dłużej niż moja prababka, ale z pewnością nie jestem silniejsza ani sprawniejsza, niż ona była w moim wieku! ***
Było mi ciepło. Wróciło mi czucie w dłoniach, a sernik pani Oli to ósmy cud świata.Staruszka pokiwała wolno głową, a ja zabrałam się za dokładne notowanie.
- Do emerytury zostało pani…
- 5 lat- wchodzi mi w słowo.
Jej zielone oczy są smutne, więc następne pytanie jest jedynie formalnością.
- Jaki jest pani stosunek do tej ustawy?
Kobieta milczy przez dłuższy czas, a ja dobrze wiem, że zastanawia się nad odpowiedzią, więc przyglądam się jej. Wygląda mizernie. Ciepłe oczy i miły uśmiech przykrywa jakiś cień. Dopiero później dochodzi do mnie, że staruszka jest wykończona. Ma siwe, krótkie włosy i nie jest ani za chuda ani przy kości. Tak w sam raz.
- Dziecko, spójrz na mnie. Mam 62 lata, jestem wiecznie zmęczona, zapominam o wielu rzeczach, z niektórymi nie mogę już sobie dać rady; Nie wyobrażam sobie osoby, która byłaby z tego powodu szczęśliwa.
Kiwam po woli głową i nagle dochodzi do mnie, że nie za bardzo wiem o co ją zapytać.
- W pani pracy najważniejszy jest zdrowy umysł, opiera się ona przecież na liczeniu, dokładności i systematyczności. Nie wyobrażam sobie tego…
- Ja również sobie nie wyobrażałam. Mam dwuletniego wnuka, córka pracuje, zięć pracuje, a mały spędza całe dnie z opiekunką. W tych czasach to niezbyt mądre, nie uważasz? Zawsze byłam pewna, że pomogę jej z dziećmi, że będę brała czynny udział w ich życiu. A jak mam to robić skoro wiecznie siedzę nad pracą, którą przynoszę już nawet do domu i tylko modlę się by się nie pomylić- odpowiada i wzdycha ciężko. Robi się późno, a ja wiem że miałam być w domu na piątą. Uśmiecham się delikatnie i zadaję ostatnie pytanie:
- A jak pani myśli dlaczego wprowadzono tę ustawę, skoro tyle ludzi było i jest przeciwko?
- Pieniądze, pieniądze… i wiesz co jeszcze? PIENIĄDZE. Te hieny tłumaczyły się, że niby im więcej przepracujemy tym większe będą nasze emerytury, że przecież żyjemy dłużej niż wcześniej. Może i żyję dłużej niż moja prababka, ale z pewnością nie jestem silniejsza ani sprawniejsza, niż ona była w moim wieku! ***
Żegnam się z panią Olą, obiecując , że będę wpadała częściej. Jest coraz później, coś czuję, że mama będzie zła. Idę w pośpiechu na pętlę autobusową, mając nadzieję, że choć raz jestem na czas. Udało mi się, autobus stoi na swoim miejscu. Kierowca stoi spokojnie w pobliżu pijąc zapewne jakąś herbatę. Przyglądam mu się dokładnie i nagle zauważam, że jest dużo starszy, niż inni kierowcy, których spotkałam. To właśnie był zabawny aspekt tych czasów: łatwiej szło znaleźć osobę pracującą starszą, niż młodą. Podchodzę do niego szybkim krokiem.
- Przepraszam bardzo, ile pan ma lat?
Nagle uświadamiam sobie, że to kolejna głupota, jaka wypłynęła ostatnio z moich ust. Ale jest już za późno; mężczyzna krztusi się napojem, mówi coś niewyraźnie. Stoję jak przysłowiowy słup soli.W końcu mu przeszło, patrzy na mnie jak na wariatkę. Nie cierpię tego spojrzenia, dlatego odwdzięczam się mu tym samym. W końcu wybucha śmiechem.
- Sześćdziesiąt cztery- odpowiada w końcu, a uśmiech nie schodzi mu z twarzy. Wytrzeszczam lekko oczy, chociaż wiem, że to niegrzeczne
.- To normalne?
- A co teraz jest normalne? Nie zwalniają mnie z pracy to pracuję, bo muszę. Czy masz jeszcze jakieś pytania?
Przybieram mądrą minę i recytuję mu tą samą regułkę, co pani Oli. On również mruczy coś pod nosem o kretynizmie teraźniejszych szkół.
- Czy jest coś co wyjątkowo przeszkadza panu w pracy?- pytam wyciągając znów notes.
- Skleroza. Przepisy drogowe zmieniły się całkowicie, ciężko to zapamiętać i muszę przyznać, że zdarza mi się przejechać na czerwonym świetle- odpowiada i po chwili puszcza do mnie oko
.- Przecież pan jest niezdolny do wykonywania swojego zawodu…- Ale nikogo to nie interesuje, bo mimo wszystko nigdy nie miałem żadnego wypadku!- chwali się z dumą staruszek, a ja przypominam sobie mimowolnie bardzo stary kawał, jednak tym razem udaje mi się go przemilczeć. Nie chciałabym palnąć znowu czegoś głupiego, a to mogłoby wręcz urazić tego zabawnego pana.W pewnym momencie on uśmiecha się, jakby czytając mi w myślach i mówi:
- A znasz może ten kawał? Podchodzi kobieta do młodej dziewczyny i pyta: „jaka jest według pani najlepsza śmierć?”. Dziewczyna na to: „Tak jak umarł mój dziadek, czyli we śnie”. Kobieta uśmiecha się lekko i kontynuuje: „Tak to piękna śmierć. A najgorsza?”. „Taka jaką umarli przyjaciele mojego dziadka”. Kobieta zdziwiona lekko pyta: „A jak zginęli?”, „Jechali samochodem, który prowadził mój dziadek!”.



Świetny blog, rzadko kto opisuje takie poważne tematy, gratuluję pomysłu i odwagi, będę wpadać częściej. Powodzenia! :-)
OdpowiedzUsuń