poniedziałek, 30 grudnia 2013

Wracam do początku. ~ Coldp


Wracam do początku. ~ Coldplay
CZĘŚĆ I
Dzisiaj porozmawiamy o książkach. Och, już widzę jak gaśnie ciekawość w waszych oczach, jak niezdecydowanym ruchem chcecie nacisnąć czerwony krzyżyk. Droga wolna, nic was nie trzyma. Temat postu, był w moim sercu cały czas- po prostu czekał aż trafi również do głowy.
Każdy autor ma własny styl. Jest to rzeczą oczywistą- sięgamy po książki by móc je poznać, by móc się w nich zakochać. Tak. Ja się w książkach zakochuję. Nie ma tu nic wstydliwego, jestem wystarczająco dziwna, by móc zaakceptować ten fakt. O moich ulubionych stylach z wczesnych i teraźniejszych lat właśnie chciałabym wam opowiedzieć.

Po pierwsze: Wysokie Loty, Chłopaki nie płaczą, Chłopaki nie płaczą 2, Długo i szczęśliwie.
To szczerze mówiąc nie książki, a z tzw. FanFiction czyli opowiadania napisane przez fana J.K. Rowling. Pierwsza część została utworzona w 2004 r. Na autorkę mówiono Madame Evans. Miała rękę do tworzenia bardzo dobrze zarysowanych postaci, z którymi się śmieje, za którymi się płacze i tęskni. Jest to historia potomków Harry’ego Pottera i Hermiony Granger- jak już mówiłam jest to historia całkowicie stworzona przez Madame Evans- bazuje tylko na historii pani Rowling. W pierwszej części poznajemy losy ich córki, przyzwyczajamy się do bohaterów. W drugiej części pora na ich syna, Rona,  jest to opowiadanie bazowane na jego wspomnieniach.  I tutaj się zaczyna. Poznajemy życie Potterów, wchodzimy do ich rodziny z butami i naprawdę da się w nich zakochać.
Trzecia  część jest ułożona podobnie, Ron ma syna- Nicka. Tu również mamy wspomnienia przeplatane z rzeczywistością. Co w tej części jest najciekawszego?  Ron ma żonę, jednak zajmuje się synem sam- matki nie ma. Nie mamy pojęcia co się z nią stało. Czy umarła, czy wyjechała na długi urlop. Madame Evans trzyma nas w niepewności do samego końca.
W czwartej części cofamy się od wieku starczego do młodych lat Hermiony Granger. Gdzie tu frajda?  ZNAMY bohaterów, wiemy kto z kim się ożenił, wiemy co z tych dzieci wyrosło.
Przykłady? Ron jest małym dzieckiem, na spacerze z Hermioną spotykają czarnowłosą dziewczynkę, która obnosi się bardzo dumnie i posyła wyrafinowany uśmiech chłopcu. Hermiona stwierdza, że współczuje mężczyźnie, który wpadnie w szpony tej małej. My jednak doskonale wiemy, że ożeni się z tą diablicą właśnie Ron.
Hermiona w wieku 18 lat jest w związku w mężczyzną, który (O LOSIE!) kiedyś zostanie teściem jej córki.
Po drugie: Saga o Ludziach Lodu
Tutaj krótko- Margit Sanoemo przechodzi przez całą sagę wraz z historią. Można się zapoznać z losami Norwegii (i nie tylko) od scyłku XVI w. aż do XX. W pewnym momencie wplata wydarzenia książki w dwie wojny światowe- przypisuje ich wybuchy ponadnaturalnej sile.
Wada sagi jest tylko jedna: Jest ponad 40 tomów, w pewnym momencie nużą już czytelnika i drzewo genealogiczne jest tak ogromne, że nie ma mowy o powtórzeniu go z pamięci.
Niektórych bohaterów jest nie sposób zapomnieć- po prostu ich losy zostają z nami. 

Margit Samoemo uwielbia również mówić nam o sekretach  bardzo ważnych dla fabuły,  długo przed tym  zanim dowiedzą się o tym członkowie rodu. 
Jest to z jednej strony ciekawe, a z drugiej bardzo irytujące. Aż ma się ochotę zawołać: 
JEZU PO CO MI TO MÓWISZ! POWIEDZ IM, A NIE MI!

PO TRZECIE: Dziewczyny się odchudzają Jacqueline Wilson oraz Adrian Mole Sue Townsend
 
Są to książki pisane w formie pamiętnika. Zestawiłam je obok siebie, bo są pisane bardzo podobnie- główni bohaterowie to zakompleksione nastolatki, niepewne swoich wyborów, wyglądu ani w sumie niczego.
Pierwsza książka to pamiętnik Ellie- dziewczyny przy kości, która żyje w cieniu swoich dwóch pięknych przyjaciółek. W końcu postanawia zacząć się  głodzić, przez co prawie wpada w bulimię. Tak, jest to książka dla dzieci. Tak, stoi na mojej półce od niepamiętnych czasów. Tak, utkwiła w mojej głowie. Tak, zaczęłam się przez nią zastanawiać nad problemem anoreksji. Tak, istnieje więcej książek o Ellie.

Druga książka to pamiętnik z prawdziwego zdarzenia. Adrian jest przyszłym poetą i niestety ma na głowie nie tylko swoje problemy, ale i rodziców. Zabawna lektura, którą trudno odłożyć z powrotem na półkę.
Największym walorem jest język pani Sue- naprawdę świetnie sobie radzi w roli nastoletniego chłopca.

To tyle na dzisiaj- Rozpisałam się jak na jeden raz i  chociaż mam jeszcze sporo do dodania, zostawię to na drugą część ;)

środa, 25 grudnia 2013

6obcy - anonimowe szaleństwo



6obcy- anonimowe szaleństwo 
Jak ogólnie wiadomo w Internecie możemy pozwolić sobie „na wszystko”.  Zadanie ułatwiają nam różne strony, które zachęcają nas do anonimowych rozmów.
Parę dni temu kuzynka poleciła mi stronę 6obcy.pl, wchodziłam tam szczerze mówiąc  niechętnie.
Po przesiedzeniu parunastu minut na chacie miałam już o niej wyrobione zdanie. Przerażające jest to jak bardzo schematyczni są ludzie, jeśli chodzi o grupy wiekowe. Chciałabym podzielić się z wami  moimi „obserwacjami”.




Zacznijmy od początku, czyli od zdobywania informacji na temat rozmówcy.
Szczerze mówiąc tutaj czasem można się poczuć jak na posterunku policji.
Rozmowa rozpoczyna się zwykle powitaniem, niektórzy jednak się bez tego obchodzą.
Jak więc wygląda ta rozmowa?
- km (kobieta/mężczyzna)
- k
- lat?
- 17
- skąd?
- Kraków…
- Imię?

I aż się ma ochotę powiedzieć: nie, panie władzo, ja już wszystko powiem tylko proszę schować broń! Niektórzy jednak postanawiają sobie porobić żarty, zamiast bawić się w sztywne rozmowy:
BFqWGVrCUAEBiPG.png-large.png

Ja spotkałam się z trzema grupami które chciałabym tu omówić.
Grupa 1:  KOBIETY
To jest najdziwniejsza grupa ze wszystkich. Dziewczyny na 6obcy, zachowują się jakby kogoś/czegoś szukały. Skąd to stwierdzenie?  Na widok innych kobiet uciekają!  Rozmawiałam może z czterema, reszta na widok k rozłączała się czym prędzej.

Z ciekawości postanowiłam sprawdzić dlaczego tak jest. Przyznaję, postanowiłam podszyć się pod chłopaka w moim wieku, aby o to wypytać. Jedna odpowiedziała, że z dziewczynami nie ma o czym rozmawiać. Zaraz, czekaj, co?!  Jak to z dziewczynami nie ma o czym rozmawiać?
Z tego co mi się wydaje kobiety mają więcej wspólnych zainteresowań ze sobą, niż z facetami.




Nic dodać nic ująć, prawda? Podsumowując:


 Grupa 2:  PANOWIE W WIEKU OD 14-17 LAT

Tu bardzo krótko- sprawdzałam z zegarkiem w ręku- po 10 minutach rozmowę trzeba kończyć. Dlaczego?  Nie ma szans, żeby nie zadali jakiegoś dwuznacznego pytania. Lub nie poprosili o zdjęcie. Szkoda czasu, chociaż muszę powiedzieć, że nie byłam tym specjalnie zdziwiona.

Grupa 3: PANOWIE PO OSIEMNASTCE

No i tu już można „pogadać”.  W tej grupie najłatwiej można znaleźć kogoś normalnego do rozmowy.
Jeśli mają coś głupiego na myśli- raczej trzymają to  dla siebie. Grupa w sumie kończy się jakoś na 21 latach,  przynajmniej ja nie spotkałam nikogo starszego (oczywiście zakładając, że obcy mówił prawdę).

Tak więc drodzy czytelnicy…
Keep Calm and GADAJ NA 6OBCY Poster
Oby tylko z głową.

Z okazji Bożego Narodzenia życzę wam dużo szczęścia, radości, zdrowia i spełnienia wszystkich marzeń ;)

sobota, 30 listopada 2013

WEDDING PLANNER prosto z USA


WEDDING  PLANNER

- Sukienka z pewnością pęknie!- pisnęła ruda osóbka, ciągnąc uparcie gorset sukni do góry.
Ładna była to kreacja. Biały gorset i prosta, rozłożysta spódnica z niebieskimi wzorami przy krańcach.  Panna młoda kręciła się przed lustrem w salonie od dobrej pół godziny.
Koło rudzielca w sukni ślubnej stała druga kobieta. Na imię miała  Loretta. Brązowe włosy sięgały jej do ramion, niebieskie oczy świeciły specyficznym blaskiem. Do twarzy miała przyklejony uśmiech, a w duchu posyłała swoją klientkę do diabła. Jak zwykle jednak nie powiedziała nic. Strzepnęła  tylko niewidzialny kurz z nowej, chabrowej garsonki i powtórzyła po raz kolejny:
- Oczywiście, że nie pęknie. Leży idealnie.
- A kwiaty już są?
- Są, są, róże jak pani chciała- odparła pośpiesznie konsultantka.
Raczej dobrze im się współpracowało. Starały się wynajdować kompromisy i nie wchodzić sobie w drogę. Z wyjątkiem jednego szczegółu. Ruda panna młoda zarządziła stanowczo: „Żadnych lilii na moim ślubie! Mają być czerwone róże!”
No i dostała swoje róże. Róże, które były cierniem w oku Loretty i nie pasowały zupełnie do niczego. Panna młoda zaakceptowała jednak zasugerowane zaproszenia, oraz nie miała obiekcji jeśli chodzi o salę wraz z jej dekoracją. Pan młody nie wtrącał się wcale; Starał się żyć według zasady „Wszystko co sobie życzysz, kochanie”.
- Cieszę się, że pani tu jest- powiedział nagle rudzielec uśmiechając się do lustra nerwowo.
- Ja również. Wygląda pani przepięknie- odpowiedziała Loretta bardziej z przyzwyczajenia, niż z dobrego serca.
- Nieprawda! Jestem potwornie niska i tłusta! Nie wiem co on we mnie widzi!- pisnęła ruda chudzina i ku rozpaczy Loretty, najwidoczniej miała zamiar się rozpłakać.
W planach, po przymiarce sukni, miały jednak jeszcze ostateczne zatwierdzenie listy gości, wybór szampana i Loretta koniecznie chciała pokazać jej prawie gotową salę weselną.
- Nie, skąd! Nigdy nie widziałam chudszej panny młodej! Olśni pani wszystkich!- zawołała natychmiast, w ostatniej chwili powstrzymując potok łez.
Ruda kobietka uśmiechnęła się uspokojona do swojego odbicia w lustrze.  Loretta odetchnęła z ulgą. Pora na kolejny punkt listy.
Why-to-hire-a-wedding-planner
***

- Tutaj jest miejsce dla najbliższej rodziny ze strony pani, a tutaj stół dla rodziny męża. Tak jak ustaliłyśmy, sala do tańca jest za kotarą, tu obok. Jakieś pytania?
Panna młoda była zachwycona. Bladoróżowe podwieszenie pod sufitem z tiulu, oświetlały skromne lampiony. Drewniane stoliki były pięknie ozdobione różami. Przy nich stały krzesła z amarantowymi pokrowcami.
- Tak to sobie wyobrażałam! Szampan zostaje bez zmian?
- Tak, Champ Persin Brut.
- Świetnie, w takim razie może chodźmy dalej?
Ten ślub mógł być jednym z najważniejszych w karierze Loretty.
                                                                                 ***
- A tort na pewno będzie trzypiętrowy?
- Będzie.
- Musi pani przypilnować, by figurka nie spadła przy krojeniu…
- Proszę się tym nie martwić, będę miała na nią oko.
- Ładną wybrałyśmy, prawda?
- Prawda.
- A bukiet?
- Pani matka przywiezie.
- Wszystko się uda, prawda  pani Loretto?
- Prawda.

******

Tak to tyle ode mnie na początek. Wedding Planner to świetny zawód, o którym szczerze mówiąc dowiedziałam się z filmów. Zauroczył mnie jednak do reszty.
Konsultantem ślubnym nie może oczywiście zostać byle kto. Potrzebna jest osoba ze smakiem i fantazją, świetnie zorganizowana, lubiąca współpracować z ludźmi i myślę, że wyjątkowo cierpliwa. Praca ma wady i zalety, jednak zyskuje coraz większą popularność.
Myślę, że największym jej plusem jest satysfakcja ze wspaniałych rezultatów. Oczywiście nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, ale jak wielka jest radość, jeśli nasza praca jednak się opłaci!
Kolejnym może być po prostu dobra zabawa- Konsultant nie siedzi ciągle za biurkiem i jeśli wybrał zawód z powołania, to myślę, że może mu to przynieść wiele frajdy.
Odnosząc się do powyższego, nie mogę nie zwrócić uwagi na minus, który sam się nasuwa- po zorganizowaniu któregoś wesela z kolei, to może się po prostu stać nudne (nie zapominajmy jednak, że każdy ślub jest inny).
Trzecia zaleta  to posiadanie kontaktów. Konsultant musi znać się na rzeczy, mieć w małym palcu ślubny rynek, oraz wszelkie lokale.
Wadą mogą być jednak zajęte weekendy, których nie można poświęcić dla rodziny lub znajomych.
Również mogą trafić nam się niezbyt mili klienci-  wiecznie niezadowoleni lub niechętni do kompromisów.
Nie zapominajmy, że Wedding Planner powinien mieć również prawo jazdy. Musi przecież móc dojechać wszędzie- komunikacja miejska może tym razem nie podołać.
Poza tym wiele par nie stać na  dodatkowy koszt (mniej więcej tak do 3 tys. złotych). Są również takie (szczególnie panie), które wolą wszystko zaplanować same. 


Przygotowując się do tego posta, obejrzałam przypadkiem znaleziony film, który w tytule ma właśnie ten zawód. Scenariusz dość banalny i przewidywalny, jednak obejrzeć zawsze można jeśli ktoś jest fanem Jennifer Lopez. Polecam wszystkim romantyczkom ;)

poniedziałek, 18 listopada 2013

"Chwałą jednych jest, że piszą dobrze, a innych, że się do tego nie zabierają" Jean de La Bruyere


"Chwałą jednych jest, że piszą dobrze, a innych, że się do tego nie zabierają"
Jean de La Bruyere
Od paru miesięcy piszę dla was o zawodach, które uważam w naszym kraju za ciekawe. Nigdy jednak nie mówiłam o sobie; chyba w końcu przyszedł na to czas.

~ Michaił Bułhakow 
 
 To wszystko  zaczęło się jakieś 6 lat temu. Może to dziwnie, ale niedługo po tym ja już wiedziałam, że to będę robić przez najbliższy okres życia.   Najpierw był jeden  blog, potem  kolejne.  Zanudzałam bliskich marnymi wypocinami, wmawiając sobie, że to co robię ma jakikolwiek sens. Nie do końca wiem kiedy faktycznie zaczęłam się wprawiać. Po prostu w pewnym momencie… No cóż to FAKTYCZNIE miało sens. Ukryty, ale jednak.

Czytałam coraz więcej. W sumie mało znałam ludzi do mnie podobnych. Wiele osób mówiło, bym dała sobie spokój, że to nie ma przyszłości. Że i tak się nie wybiję, że pisarze szybko się wypalają. Teraz przecież królują przedmioty ścisłe, żaden inny zawód nie ma przyszłości.  A tyle osób pewnie jest lepszych ode mnie! To akurat pewnie racja, jednak kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje.

Jak miałam 12 lat trwał szał na  tzw. Fanfiction z Harry’ego Pottera. Wiem, że to dość banalne, ale zaczęło się od J.K Rowling i w sumie nigdy nie skończyło. Od tamtego momentu Fantasy gra pierwsze skrzypce w moim sercu. Później przyszła pora na Andrzeja Sapkowskiego, była też chwila słabości w postaci Stephanie Meyer, oraz  niegasnąca miłość do Cassandry Clare, Trudi Canavan i Suzanne Collins.. Teraz z rąk nie wypuszczam Sagi o Ludziach Lodu Margit Sandemo i myślę, że zaraz po niej w kolejce ustawi się  George R. R. Martin. 

Rok temu poznałam osobę, która o dziwo, jest kropka w kropkę jak ja. Chwilami mam wrażenie, że siedzi w mojej głowie i czyta wszystkie myśli, bym myślała, że wariuję. Dzięki niej cieszę się, że poszłam do vilo. 
Na koniec umieszczam prolog do pewnej historii ;)


Taniec Żywych Trupów


Prolog
Ogień pochłaniał cały Linderin, wzbudzając w elfach coraz większą panikę. Powoli zbliżał się do domostw, niszcząc na swojej drodze wszystko co spotkał. Mknął przez ulice, chłonął, pożądał, zabijał. Odbierał wszystko bogatym i biednym, łaknął ich mienia, śmiał się im w twarze. Był silnym żywiołem; posiadał liczne uczucia, wzbudzał strach, roznosił się jak zaraza w ciepły dzień. 
    Pierwsze domy zajęły się już ogniem, gdy Amis uciekał w stronę południowej bramy. Biegł. Biegł potykając się o własne nogi, oraz zwęglone ciała elfów. Biegł czując żar na swoich plecach, który otumaniał go i paraliżował wraz ze strachem. Pot spływał mu po twarzy, majaczył coś niewyraźnie. W pewnym momencie nie widział już nic, prócz ognia. Był wszędzie, a Amis czuł, że się dusi. Żywioł wybuchł przed nim nagle, utworzył śmiertelną zasłonę, zagrodził  dalszą ucieczkę. Oczy mu zaszły mgłą, taki gorąc... Łzy, powstałe przez dym, spłynęły po twarzy, gdy upadł na kolana błagając bogów o łagodny koniec. Ból był straszny i obezwładniający. Ryknął głośno, czując swąd spalenizny. 
    Magowie pojawili się znikąd. Torowali sobie do niego drogę, szli szybko, z rękami uniesionymi w górze. Ogień rozstępował się przed nimi, znikał czyniąc ostatnie pokłony w stronę istot. Dwadzieścia zakapturzonych postaci. Ratowali stracone miasto. Amis  płonął wraz z nim. Boleśnie i ostatecznie. Poczuł jak czyjeś ręce unoszą go w górę, jak ktoś coś woła. Chciał wrzasnąć, by go zostawili, ale nie mógł już wydawać z siebie dźwięków. Omdlał, a magowie ze wstrętem i współczuciem spojrzeli na jego poparzone ciało. Na jego zniekształconą twarz, która niegdyś podbijała kobiece serca. Na głowę, na której dawniej znajdowała się brązowa czupryna. Tylko zamknięte, przenikliwe, zielone oczy, wciąż pozostawały takie same. 
 Ogień cofał się, zostawiając za sobą spalone  budynki i ciała. Znikał, a w ślad za nim podążała wiernie śmierć. Ten potężny żywioł, niezwykle przypadł jej do gustu. Nie wiedzieć czemu. 
            ***
Jest tutaj wielu, którzy mnie nienawidzą. Czuję to. Jak żądła pszczół.
— Stephen King "Zielona Mila"

       Budynek Babilonu Magów był ukryty głęboko w lesie. Krążyły o nim legendy, straszono nim dzieci. Tak naprawdę ta okrągła, siedmiopiętrowa budowla, nie miała w sobie nic przerażającego. Była domem  trzydziestu dwóch magów. Mówiono, że to najwyższy budynek jaki kiedykolwiek wzniesiono. Piął się dumnie do nieba, a nad nim górowała jedynie Osmolona Góra. W zasadzie swoim wyglądem przypominał potężną wieżę, która odstraszała wszelkie nacje. Wszyscy magowie czuli się dobrze i swobodnie w babilonie, jakby to było miejsce dla nich najlepsze. No może z wyjątkiem jednej osoby.
     Tego dnia, Shenna jeszcze bardziej niż zwykle żałowała, że został u niej wykryty talent. Wciąż przywożono nowe ofiary pożaru. Lecznica śmierdziała potem i krwią, a tego zapachu dziewczyna nie cierpiała. Kojarzył się ze śmiercią, więc uciekała z trzeciego  piętra jak najczęściej się dało. Jednak Shenna była Dwunastą; jak każda magiczka zajmowała się zielarstwem- czego nienawidziła bardziej niż zapachu w lecznicy. Siedziała więc schowana w wielkim kufrze, na siódmym piętrze, modląc się by nikt jej nie znalazł. Jej ciało było wygięte pod dziwnym kątem, z trudem łapała w płuca powietrze. Kasztanowe włosy, zwykle ułożone w idealne fale, teraz skołtunione opadały na zarumienioną twarz. 
W myślach magiczki wciąż pojawiał się obraz spalonych zwłok Amisa, którego przecież kiedyś tak dobrze znała. Gdy przywieziono je do lecznicy, nie potrafiła powiedzieć słowa, bo praktycznie dławiła się od łez. 
"Najwidoczniej nie nadajesz się nawet do takiej pracy". Tak jej powiedział Naczelnik. Miał ją za nic. Bo była kobietą. Zacisnęła zęby ze złości, gdy nagle usłyszała głośne kroki. Spięła wszystkie mięśnie, skuliła się jeszcze bardziej, wstrzymała powietrze. 
- Shenno. 
Jęknęła w myślach, jednak nie ruszyła się ani o centymetr. Korytarz  był opustoszały, wszyscy byli  w lecznicy. Głos Kanona potoczył się więc po nim echem. To piętro zajmowało się kształceniem  młodych magów w różnym wieku. Znajdowały się tu salki, oraz ogromna biblioteka, w której znajdowały się wszystkie księgi jakie tylko powstały od początku świata. 
- Wiem, że tu jesteś. Wyjdź z ukrycia. Nic ci nie zrobię. 
Miał spokojny głos, miły dla ucha, ale nie skłaniało to Shenny do opuszczenia  kryjówki. Odczuła jego obecność jeszcze lepiej, stał tuż obok. I doskonale wiedział gdzie ona jest. Wieko kufra delikatnie się otworzyło, a Shenna ujrzała szare tęczówki Kanona. Wpatrywał się w nią ze źle ukrywaną irytacją. 
- Co ty tu robisz, zielarko? Powinnaś być razem z innymi, czyż nie?- świdrował ją wzrokiem. 
- Ja nie...- zaczerwieniła się jak piwonia, po czym wyszła niezgrabnie z kufra.
 Stanęła naprzeciwko niego i poczuła intensywny zapach ziół. Westchnęła ciężko, oparła się o ścianę. Kanon był wyjątkowo przystojny. Miał  średniej długości, blond włosy, często spięte w kucyka, oraz wyjątkowo ładnie wyrzeźbione ciało. 
Mogła to zauważyć nawet mimo tej durnej, niebieskiej szaty, którą miał na sobie. 
- Shenno? 
I jego uszy miały niesamowicie ostre zakończenia, wyjątkowo męskie... Tak ten elf jej się podobał, musiała sama to przyznać. I ten ziołowy zapach! 
- Shenna! 
- Tak?- spytała nieprzytomnie. 
- Pytałem dlaczego tu jesteś- powtórzył niecierpliwie. 
- Wiesz, że pachniesz ziołami?- szepnęła, wciąż zafascynowana nowymi odczuciami. 
- Cały dzień pomagam z eliksirami... Czy ty się dobrze  czujesz?- ostatnie zdanie wypowiedział z wyraźnym wahaniem, co ją natychmiast obudziło. 
- Tak, wszystko w porządku, przepraszam. Już wracam na dół, zrobiło mi się słabo...
Przyjrzał jej się uważnie, poczym podszedł do okna. 
- Coś nadchodzi. Coś wielkiego- szepnął poważnie patrząc w dal. 
Shenna poprawiła włosy, oparła się o ścianę naprzeciwko okna. W głowie jej delikatnie zaszumiało. 
- Masz na myśli wojnę?- spytała niedbale, wygładzając swoją zieloną szatę. 
Odwrócił się gwałtownie, uśmiechnął z kpiną. 
- Przewidzieliśmy, że kiedy słońce zderzy się z nocą, nasz król zadecyduje o losach tysięcy stworzeń. Zapanuje chaos, nie ominie on żadnej z nacji, żadnej z odłamów naszej rasy. Świat stanie na głowie. Piątego Severela rozpocznie się nowa era. 
Poczuła, że usta ma suche. Przejechała po nich językiem, czując na sobie czujne spojrzenie elfa. 
- To pewne?- spytała słabym głosem. 
- Mówiłbym Ci o tym, gdybyśmy nie byli pewni?- mruknął Kanon nieprzyjemnie. 
Zamilkli wpatrując się niepewnie w swoje twarze. 
- A kto... a kto będzie w centrum tego chaosu?- zapytała  cicho. 
Spojrzał jeszcze raz na las roztaczający się za oknem. Chmury kłębiły się nad Babilonem, zwiastując Armagedon, o którym mówił Kanon. 
- Ludzie.  
   ***
  Valter szedł pośpiesznie zamkowym  korytarzem. Cisza ogarniała cały marmurowy pałac, co wprawiało doradcę królewskiego w jeszcze paskudniejszy nastrój. Był piąty Walera. Pierwszy dzień linderińskiej żałoby. Valter przeklinał ją tak samo jak wiadomości, które musiał przekazać młodemu królowi.
  Rzucił okiem na portrety zawieszone w korytarzu. Przedstawiały one dawnych władców Linderinu. Valter podejrzewał, że znajdują się one tu tylko dlatego, że Loriel nie miał ochoty oglądać twarzy swoich przodków. Elf wcale się temu nie dziwił; właśnie jeden z prapradziadków króla, wbijał w niego groźne spojrzenie, które aż mroziło krew w żyłach. 
  Zdyszany  dotarł wreszcie do ogromnych, drewnianych drzwi, przy których stało dwóch gwardzistów. Na widok Valtera wyprostowali się i skłonili nisko. Elf doskonale wiedział, że wzbudzał strach w linderińczykach. Wielokrotnie słyszał za swoimi plecami, że jest wiecznie wściekły, zimny i brak mu ogłady. Dworzanie dziwili się, że ktoś taki, jest osobą najbliższą sercu króla. Dwórki szeptały nie raz, że włosy Valtera mają dziwny kolor; sraczkowaty brąz, podchodzący pod zieleń. No i nos, który sprawiał wrażenie wiecznie złamanego. Doradca królewski słyszał te wszystkie opinie, jednak obchodziły go one tyle, ile śmieszne gacie barona Renelta. 
  Chuderlawy gwardzista pchnął pośpiesznie drzwi i zniknął na kilka sekund w pomieszczeniu. 
- Niech wejdzie- dosłyszał Valter z komnaty. 
Westchnął ciężko i wszedł do środka. Ogarnął pospiesznie wzrokiem ciemną komnatę. Król stał na zamkowym balkonie. Nie zwlekając dłużej Valter zebrał się w sobie i dołączył do Loriela. 
- To początek końca, panie- oznajmił spokojnie, odgarniając swoje dziwne, przydługie włosy. 
 Stali na zamkowym balkonie, przyglądając się miastu, które w jeden dzień prawie całkiem upadło. Ramię w ramię, król i jego doradca, obydwoje skołowani i niepewni. Liorel oparł się o balustradę, myśląc nad czymś intensywnie. Krótkie blond włosy, lekko opadały mu na szare oczy. W skupieniu marszczył brwi, które całkowicie pokrywało fioletowe znamię. Tak naprawdę ciągnęło się ono przez całe czoło i oczy, kończąc na policzkach. Rzucił niechętne spojrzenie Valterowi. 
- Masz dla mnie jakieś informacje? 
- Nie są zbyt dobre- odparł coraz bardziej zdenerwowany doradca królewski. 
Loriel spojrzał na niego srogo, więc Volter chcąc, czy nie chcąc zaczął mówić: 
- Ludzie...  Wczorajszy dzień uznali jako święto narodowe... 
-Że co?!- wrzasnął Loriel niemal podskakując. 
Niebieskie oczy jaśniały gniewem, pełne usta układały się w najgorsze przekleństwa. 
- Moja nacja ginie, spłonęło ponad stu elfów, domy, rynek, a oni świętują?! 
Valter cofnął się przerażony o kilka kroków, mrucząc pod nosem jakieś uspokajające słowa. 
- Ja im dam święto narodowe, psia mać!- zakończył swoją litanię Loriel spoglądając przed siebie dzikim wzrokiem- Rian!
Pojawiła się znikąd; jak zawsze. Włosy o wszystkich kolorach tęczy lśniły nienaturalnie. Były proste jak struna. Przyklęknęła na jedno kolano, nie odrywając od nich wzroku.  
- Linderińczycy chcą wyjaśnień, tak? Chcą wiedzieć kto jest odpowiedzialny za ten pożar...- warknął Król, jednak Valter z ulgą stwierdził, że Loriel uspokoił się już nieco. 
- Tak, panie. 
- To ludzie. To ta zaraza, podpaliła nasze miasto.  
- Panie... Nie mamy pewności. To żywe istoty- wyjęczał Valter coraz bardziej blady. 
- To niewolnicy! 
Loriel zmrużył oczy i spojrzał z wyczekiwaniem na małą czarodziejkę. Podniosła na niego fioletowe oczy, zamrugała gwałtownie. 
- Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać- mruknęła Rian ponuro. 
Loriel z niepokojem wyczuł, że temperatura znacznie spada. Zatrząsł się z zimna, jednak nie oderwał wzroku od kobiety. 
- Co mam przez to rozumieć? 
- Decyzja należy do ciebie, panie. Wiele od niej zależy. Mogą zginąć miliony- szepnęła cofając się powoli w tył. Władca zmrużył oczy. 
- To nie... To tylko pasożyty. Nic nie warte pchły, które rozmnażają się w mgnieniu oka...- warknął. 
- Decyzje, decyzje... 
Czarodziejka rozpłynęła się w powietrzu, pozostawiając po sobie jedynie delikatny zapach jaśminu.    

niedziela, 22 września 2013

Przepraszam, czy mogę zająć panu chwilę?

Przepraszam, czy mogę zająć panu chwilę?

Nie od dziś wiadomo, że są zawody lubiane przez ludzi i te mniej. Pod lupę chciałabym wziąć te, które irytują nas samym swoim istnieniem. Zacznijmy od konsultanta Call Center.
I Ramka Hegel siedzi w call center i słyszy jak kolega obok rozmawia z klientką  Kolega: TAK DARMOWE ROZMOWY SĄ DO WSZYSTKICH SIECI, ALE TEŻ POZA NASZĄ SIECIĄ...  II Ramka Hegel woła kolegę z boksu obok Hegel: PSST...  III Ramka Kolegą okazuje się być Platon Hegel: TY! NAPRAWDĘ SĄ JACYŚ LUDZIE POZA NASZĄ SIECIĄ? Platon: NIE SĄDZĘ, ALE TAK MAM NPISANE W SKRYPCIE.
Konsultant: "Na kogo usługa jest zarejestrowana?"
Klient: ''Na mamę''
Konsultant: ''Godność mamy?''
Klient: ''Kobieta''*

Dzwoni telefon. Znowu. Obcy numer. Jesteśmy w trakcie robienia czegoś niezmiernie ważnego, a on ciągle dzwoni. Zirytowani do granic możliwości w końcu odbieramy.
- Dzień Dobry, Anna Kowalska, ja jestem konsultantem firmy tej i tej i dzwonię aby przedstawić panu/pani naszą najnowszą ofertę…
I wtedy nasza cierpliwość idzie myć rączki. No bo dlaczego, do jasnej Anielki, ktoś do nas dzwoni, by paplać bez sensu w najmniej odpowiednim momencie? Czy nie oczywistym faktem jest, że gdy nam się skończy umowa SAMI zaczniemy interesować się nowymi?
Oczywiście w złości wypowiadamy niezbyt miłe i cenzuralne słowa. Następnie zwykle w wielkim oburzeniu rozłączamy się, by wrócić do przerwanych czynności.

Dobrze, tak to wygląda ze strony odbiorcy. No to może spójrzmy na problem, ze strony konsultanta.

Konsultant do klientki, dyktującej swoje dane: "I jak Ignacy?"
Klientka: "Nie, jak Irena."*

Konsultant nie może rzucić słuchawką, ani obrażać klienta. Musi znosić obelgi z wysoko podniesioną głową, puszczać je mimo uszu i jeszcze (UWAGA!) kontynuować rozmowę by sprzedać produkt swojej firmy. Jeżeli już nie ma szans na przebicie się, musi podziękować za rozmowę. Czasami zapominamy, że to jest zawód tych ludzi i nie robią tego dlatego, że im się nudzi. Taka praca to świetna możliwość zarobienia pieniędzy najczęściej dla studentów.
Nie wszyscy jednak nadają się do tej pracy, ponieważ jest ona bardzo nerwowa i stresująca. Firma wymaga by dziennie sprzedawać określoną ilość umów/produktów.  Mało kto wie, ze  za jakąkolwiek obrazę klienta, konsultant może stracić pracę, ponieważ rozmowy są nagrywane, a od czasu do czasu przesłuchuje je przełożony. Przed przystąpieniem do pracy konsultant jest szkolony w rozmowach z klientem, jak i w tym co musi sprzedać. Takich szkoleń jest wiele. Jeśli chodzi o stawki godzinowe, zależy to od firmy zatrudniającej, najczęściej jest to umowa na zlecenie. Przez ponad rok właśnie w ten sposób pracowała moja siostra. Kosztowało ją to wiele wytrwałości i spokoju psychicznego, mimo to lubiła tą pracę. Siostra opowiadała mi, że po minucie rozmowy, wiedziała czy sprzeda produkt/umowę, po tonie głosu klienta.
To jest po prostu ich praca, z której muszą się wywiązać. Nie zapominajmy o tym, szczególnie gdy następnym razem będziemy mieszać konsultanta z błotem.

Konsultant: "Dzień dobry, nazywam się X i dzwonię w imieniu..."
 Klientka: "Ooo! Moja ulubiona telefonia! Jak miło, że pan dzwoni. Tylko wyłączę bigos i możemy rozmawiać i rozmawiać"*

A może pożyczkę?!
Galeria. Godzina piętnasta, jak codziennie przechodzę koło stanowiska pewnego banku, w drodze na autobus. Już po chwili słyszę:
- Przepraszam bardzo, czy mógłby pan poświęcić mi chwilę?
Mężczyzna z walizką w ręku wykręca się jak może. Miła pani nieustępliwie próbuje jednak go przekonać, facet irytuje się coraz bardziej. Kobieta w końcu ustępuje, a niedoszły klient rusza szybkim krokiem w stronę peronu. Mnie nie zaczepiają. Za młodo wyglądam. Stanowisko mieści się w strasznie głupim miejscu. Tam prawie każdy się śpieszy; Czasem ktoś się zatrzyma, przeprosi, pokaże niecierpliwie na zegarek. Przyglądam się, a w głowie tłucze się jedno pytanie: Jak czuje się pracownik takiego stanowiska?
Pewnego dnia zaryzykowałam i  podeszłam. Kobieta dziwi się, jednak po wyjaśnieniu sprawy godzi się odpowiedzieć na kilka moich pytań.

- Jaki ma pani stosunek do swojej pracy?
- Ja tu pracuję już od trzech lat i bardzo lubię mieć kontakt z klientem i bardzo lubię pracować z ludźmi. Nawet jak klient odpowie coś niemiłego, po prostu pracuję dalej. Wiem za co pracuję i przynosi mi to satysfakcję.
- Czy zdarzyło się Pani kiedyś by ktoś panią obrażał, nakrzyczał?
- Oczywiście, że tak! Jeszcze gorzej! Przeklinał itd. Wyzywał… Są różni klienci i my po prostu musimy być uodpornieni na takie rzeczy.
- W jakiej kategorii wiekowej najczęściej trafiają się tacy niemili klienci?
- Bez znaczenia. Od 18 do nawet 70 roku życia. Jak już mówiłam, są różni klienci, którzy nie rozumieją, że osoba ma daną pracę do wykonania, prawda?
- Tak, podobnie jak na słuchawkach…
- Dokładnie, na słuchawkach jest tak samo. Trzeba mieć po prostu silny charakter i wiedzieć za co się pracuje. Jeśli się to lubi i przynosi to satysfakcję to takimi osobami człowiek się nie przejmuje.
- Dziękuję bardzo.
- Proszę bardzo J
***
* Sytuacje pochodzą z tej strony. 

wtorek, 19 marca 2013

Komunikacja Miejska


KOMUNIKACJA  MIEJSKA
    Witam, dziś chciałabym wziąć pod lupę temat, o którym można by pisać całymi godzinami. Każdy z nas ma styczność z wielbioną przez wszystkich komunikacją miejską, której wszelkie wady postanowiłam omówić.  Drodzy czytelnicy, co nas najbardziej denerwuje w ukochanym MPK?
   Zapytane przeze mnie osoby odpowiadają różnie; a to niewystarczająca ilość miejsc, a to często popsute automaty, menele, niemili kierowcy, ludzie, którzy nie znają podstawowych zasad kultury (no bo ile razy dostaliśmy w życiu np. torebką bez żadnego „przepraszam”?), nieogrzewane pojazdy, nieprzyjemne zapachy… powodów jest dużo, a zasad do zapamiętania naprawdę nie aż tak wiele.
A oto i najważniejsze z nich:
- Najpierw się wysiada, a następnie wsiada. Dotyczy to każdego niezależnie od wieku.
- Jeżeli są dwa miejsca wolne, nie należy siadać na tym od zewnętrznej strony, a na drugim miejscu (od okna) kłaść np. swoich siatek.
- Przepychanie się na siłę do wolnego miejsca nie jest konieczne, ludzie naprawdę widzą, że chcemy je zająć.
- Gdy na przykład, jest miejsce w autobusie, tzn. nie jest aż tak ciasno, nie powinno się stać przy drzwiach.
- Należy ściągać plecaki w zatłoczonych pojazdach! To naprawdę irytujące, gdy plecak jest większy od pasażera, zajmując miejsce dla kolejnego podróżnego. 
- Słuchawki to świetny wynalazek - cały pojazd nie musi słyszeć muzyki dobiegającej z telefonów "autobusowych DJ-ów".
- Nie każdego interesuje każdy szczegół z twojego życia, naprawdę nie musisz drzeć się na cały regulator do telefonu, że twój chłopak wyjdzie na warunkowym z więzienia.

 AUTOMATY
Czyli inaczej, pożeracze naszych pieniędzy. Ile razy, nie oddały nam reszty, lub bezkarnie wessały nasze pieniądze? Raz byłam świadkiem sytuacji, gdy automat był zepsuty, a pewna kobieta nie miała wyliczonych pieniędzy (Kierowca nie może wydawać reszty). Dostała więc numer, pewnie do jakiegoś punktu naprawy, jednak nikt nie odbierał. Wszystko świetnie, ale jak wytłumaczyć to kontrolerom biletów?
OPÓŹNIENIA
Oczywiście zazwyczaj opóźnienia powstają ze względu na pogodę, wypadki lub korki, jednak czasem przechodzi to wszelkie pojęcie. W jeden z zimniejszych dni, autobus  po prostu nie przyjechał wcale. Do szkoły mam spory kawałek, do tego to jedyny środek transportu, którym mogę jechać. Warunki pogodowe nie były z pewnością powodem opóźnienia, bo śnieg wcale nie padał.  Kolejny autobus przyjechał zgodnie z rozkładem jazdy (30 minut czekania na mrozie w nadziei, że jednak cokolwiek podjedzie). W tym autobusie okazało się, że sąsiadka zadzwoniła do MPK, żeby dowiedzieć się co się stało. Cud. Odebrali. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
- No, ale dlaczego on nie przyjechał?
- No nie wiemy.
- A następny przyjedzie?
- Mamy nadzieję.
TŁOK W AUTOBUSACH
Tutaj w dwóch zdaniach. Teoretycznie powinno wyglądać to tak:

W praktyce wygląda to niestety tak:
MENELE
Ciężko  ich pomylić z kimkolwiek innym.  Z nieprzyjemnym  zapachem  ciała,  podbitymi  oczami,  z piwem w kieszeni  i brudnym ubraniem,  stanowią zmorę reszty pasażerów.
Niektórzy to krzykacze- swoją opinię, problemy itp.,  muszą wywrzeszczeć na cały pojazd.
Inni to awanturnicy- za zniesmaczone spojrzenie, grożą fangą w nos.
Śpiochy  za to,  po prostu przesypiają całą podróż. Raz spotkałam ze znajomymi pana, który pochylał się na siedzeniu w tramwaju do przodu, wyglądając jakby było mu niedobrze. Wszyscy się odruchowo odsuwali, dopóki nie odchylił głowy i nie zaczął… Chrapać na cały pojazd. Pasażerowie prawie padli ze śmiechu, a pan dojechał aż na pętlę.
Podrywacze, niezwykle wyszukiwanymi słowami  próbują oczarować  pasażerki. One jednak zamiast trząść się z wrażenia, trzęsą się… z obrzydzenia.
MOHEROWE BERETY
„Najbardziej mnie wkurza to, że moherowe berety sapią nad uszami, bo ich torby się zmęczyły.”
    Od razu uprzedzając złośliwe komentarze:  Nie mam na myśli wszystkich starszych ludzi, tylko te
urocze panie, których siatki muszą sobie odpocząć. Każdy z nas z pewnością spotkał chociaż raz takie wredne staruszki, które nagle w autobusie/tramwaju nie mogą ustać,  bo tak je bolą nogi.
    No i co robią? Wypraszają sobie miejsca, często obrzucając młodych przeróżnymi epitetami, zwykle można usłyszeć słynne „ za moich czasów, to młodzież (…)”.  Znajdą się również takie, które mimo, że są inne wolne miejsca, muszą usiąść akurat na tym, na którym siedzisz.  Niektóre opowiadają na pół autobusu przeróżne historie ze swojego życia, lub wykrywają teorie spiskowe.
Niedawno zostałam stratowana przez pewną przedstawicielkę Moherowych Beretów, która biegła do lepszego miejsca stojącego, prawdopodobnie w nadziei, że tam ktoś jej ustąpi miejsca. Niestety- mimo, że pani się odwróciła, przeprosin się nie doczekałam.
    Nic więc dziwnego, że Moherowe Berety  stają się obiektem żartów Polaków, bohaterkami różnych komiksów lub skeczy. Poniżej wstawiam popularną animację z Panią Helą w roli głównej ;)
Oraz jeden z najlepszych skeczy Neonówki:
http://www.youtube.com/watch?v=vjfLWJ0CG8g

To wszystko co przygotowałam na dziś,  dzięki za uwagę ;)