sobota, 30 listopada 2013

WEDDING PLANNER prosto z USA


WEDDING  PLANNER

- Sukienka z pewnością pęknie!- pisnęła ruda osóbka, ciągnąc uparcie gorset sukni do góry.
Ładna była to kreacja. Biały gorset i prosta, rozłożysta spódnica z niebieskimi wzorami przy krańcach.  Panna młoda kręciła się przed lustrem w salonie od dobrej pół godziny.
Koło rudzielca w sukni ślubnej stała druga kobieta. Na imię miała  Loretta. Brązowe włosy sięgały jej do ramion, niebieskie oczy świeciły specyficznym blaskiem. Do twarzy miała przyklejony uśmiech, a w duchu posyłała swoją klientkę do diabła. Jak zwykle jednak nie powiedziała nic. Strzepnęła  tylko niewidzialny kurz z nowej, chabrowej garsonki i powtórzyła po raz kolejny:
- Oczywiście, że nie pęknie. Leży idealnie.
- A kwiaty już są?
- Są, są, róże jak pani chciała- odparła pośpiesznie konsultantka.
Raczej dobrze im się współpracowało. Starały się wynajdować kompromisy i nie wchodzić sobie w drogę. Z wyjątkiem jednego szczegółu. Ruda panna młoda zarządziła stanowczo: „Żadnych lilii na moim ślubie! Mają być czerwone róże!”
No i dostała swoje róże. Róże, które były cierniem w oku Loretty i nie pasowały zupełnie do niczego. Panna młoda zaakceptowała jednak zasugerowane zaproszenia, oraz nie miała obiekcji jeśli chodzi o salę wraz z jej dekoracją. Pan młody nie wtrącał się wcale; Starał się żyć według zasady „Wszystko co sobie życzysz, kochanie”.
- Cieszę się, że pani tu jest- powiedział nagle rudzielec uśmiechając się do lustra nerwowo.
- Ja również. Wygląda pani przepięknie- odpowiedziała Loretta bardziej z przyzwyczajenia, niż z dobrego serca.
- Nieprawda! Jestem potwornie niska i tłusta! Nie wiem co on we mnie widzi!- pisnęła ruda chudzina i ku rozpaczy Loretty, najwidoczniej miała zamiar się rozpłakać.
W planach, po przymiarce sukni, miały jednak jeszcze ostateczne zatwierdzenie listy gości, wybór szampana i Loretta koniecznie chciała pokazać jej prawie gotową salę weselną.
- Nie, skąd! Nigdy nie widziałam chudszej panny młodej! Olśni pani wszystkich!- zawołała natychmiast, w ostatniej chwili powstrzymując potok łez.
Ruda kobietka uśmiechnęła się uspokojona do swojego odbicia w lustrze.  Loretta odetchnęła z ulgą. Pora na kolejny punkt listy.
Why-to-hire-a-wedding-planner
***

- Tutaj jest miejsce dla najbliższej rodziny ze strony pani, a tutaj stół dla rodziny męża. Tak jak ustaliłyśmy, sala do tańca jest za kotarą, tu obok. Jakieś pytania?
Panna młoda była zachwycona. Bladoróżowe podwieszenie pod sufitem z tiulu, oświetlały skromne lampiony. Drewniane stoliki były pięknie ozdobione różami. Przy nich stały krzesła z amarantowymi pokrowcami.
- Tak to sobie wyobrażałam! Szampan zostaje bez zmian?
- Tak, Champ Persin Brut.
- Świetnie, w takim razie może chodźmy dalej?
Ten ślub mógł być jednym z najważniejszych w karierze Loretty.
                                                                                 ***
- A tort na pewno będzie trzypiętrowy?
- Będzie.
- Musi pani przypilnować, by figurka nie spadła przy krojeniu…
- Proszę się tym nie martwić, będę miała na nią oko.
- Ładną wybrałyśmy, prawda?
- Prawda.
- A bukiet?
- Pani matka przywiezie.
- Wszystko się uda, prawda  pani Loretto?
- Prawda.

******

Tak to tyle ode mnie na początek. Wedding Planner to świetny zawód, o którym szczerze mówiąc dowiedziałam się z filmów. Zauroczył mnie jednak do reszty.
Konsultantem ślubnym nie może oczywiście zostać byle kto. Potrzebna jest osoba ze smakiem i fantazją, świetnie zorganizowana, lubiąca współpracować z ludźmi i myślę, że wyjątkowo cierpliwa. Praca ma wady i zalety, jednak zyskuje coraz większą popularność.
Myślę, że największym jej plusem jest satysfakcja ze wspaniałych rezultatów. Oczywiście nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, ale jak wielka jest radość, jeśli nasza praca jednak się opłaci!
Kolejnym może być po prostu dobra zabawa- Konsultant nie siedzi ciągle za biurkiem i jeśli wybrał zawód z powołania, to myślę, że może mu to przynieść wiele frajdy.
Odnosząc się do powyższego, nie mogę nie zwrócić uwagi na minus, który sam się nasuwa- po zorganizowaniu któregoś wesela z kolei, to może się po prostu stać nudne (nie zapominajmy jednak, że każdy ślub jest inny).
Trzecia zaleta  to posiadanie kontaktów. Konsultant musi znać się na rzeczy, mieć w małym palcu ślubny rynek, oraz wszelkie lokale.
Wadą mogą być jednak zajęte weekendy, których nie można poświęcić dla rodziny lub znajomych.
Również mogą trafić nam się niezbyt mili klienci-  wiecznie niezadowoleni lub niechętni do kompromisów.
Nie zapominajmy, że Wedding Planner powinien mieć również prawo jazdy. Musi przecież móc dojechać wszędzie- komunikacja miejska może tym razem nie podołać.
Poza tym wiele par nie stać na  dodatkowy koszt (mniej więcej tak do 3 tys. złotych). Są również takie (szczególnie panie), które wolą wszystko zaplanować same. 


Przygotowując się do tego posta, obejrzałam przypadkiem znaleziony film, który w tytule ma właśnie ten zawód. Scenariusz dość banalny i przewidywalny, jednak obejrzeć zawsze można jeśli ktoś jest fanem Jennifer Lopez. Polecam wszystkim romantyczkom ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz