piątek, 28 grudnia 2012
Nauczyciele i uczniowie to dwie uzupełniające się zmienne; żadna nie byłaby tym, czym jest, bez obecności tej drugiej ~ JONATHAN EDWARDS
Nauczyciel to ktoś, kto widzi w każdym dziecku wyjątkową osobę i zachęca je do rozwijania jego indywidualnych talentów oraz mocnych stron ~ BARBARA CAGE
Nauczycielki w pierwszych latach podstawówki. Z czym nam się kojarzą? Z pewnością był to czas poznawania nowego środowiska. Ilu z nas mówiło, w pierwszej klasie, do wychowawcy „mamo”, a ilu od samego początku znienawidziło ten uroczy budynek? Zawsze zastanawiałam się jak to jest uczyć takie „szkraby” i w końcu udało mi się porozmawiać z nauczycielką klas od 1-3. Poniżej zamieszczam naszą rozmowę, a wam życzę … No teraz mogę już tylko życzyć szczęścia w Nowym Roku :)
- Jak Pani myśli, kogo łatwiej uczyć, dzieci małe, czy w wieku gimnazjalnym i starsze?
- Ciężko mi osądzić, jednak nauczyciele uczący starsze klasy, przychodząc na zastępstwa, nie mogli się nadziwić jak możemy dawać sobie z takimi małymi dziećmi radę. One są zwykle takie szczere! Nie boją się powiedzieć co myślą. Ostatnio chłopiec powiedział mi, że jestem głupia, bo zadaję za dużo prac domowych. Jednak potem stwierdził, że jednak jest gorsza pani ode mnie <śmiech>.
- Nie jest ciężko uczyć za każdym razem tego samego?
- Nie odczuwam tego w taki sposób. Podręczniki trzeba dostosować do poziomu dzieci, bo przecież każdy rocznik jest inny. Podstawy programowe również zwykle się czymś różnią.
- Lubi Pani tę pracę?
- Tak raczej tak, zawsze chciałam uczyć dzieci. Chociaż czasem jest bardzo ciężko.
- A więc to powołanie. Czy trudno jest nauczać dzieci od 7-10 lat?
- Nie tak bardzo, jak porozumieć się z ich rodzicami.
- Dlaczego?
- Są przekonani, że ich dziecko jest najlepsze, najmądrzejsze oraz najgrzeczniejsze. Trudno im wytłumaczyć, że tak nie jest. Na przykład, jeden z moich uczniów ukradł pewną rzecz ze szkoły. Gdy zadzwoniłam do jego ojca, ten był wielce zdziwiony, że przecież „syn mu mówi wszystko”.
- A wycieczki szkolne? Co Pani o nich myśli?
- Dzieci je lubią. Jeździmy zwykle całą klasą, chyba że ktoś się pochoruje. Jednak dla mnie to jest, mimo wszystko dodatkowe zobowiązanie. Wszystko załatwiam ja (co również nie jest takie proste) i pod wszystkim podpisuję się moim nazwiskiem. Często wynikają pewne nieprzyjemne sytuacje, z których potem muszę się tłumaczyć.
- Czy ma Pani jakichś kłopotliwych uczniów?
- O tak. Mam teraz drugą klasę, a w niej chłopca, który nie może za nic nauczyć się czytać. Podejrzewam, że to jakieś uszkodzenie pamięci. Umie liczyć do 20, potrafi napisać liczbę, ale nie da rady już jej przeczytać. Ma jednak ogromny zapał do nauki i cieszy się jak mu coś wychodzi.
- A jeśli chodzi o problemy z zachowaniem?
- Jeśli chodzi o problemy „wychowawcze” jest dwójka dzieci, które zawsze muszą być najlepsze i uwielbiają to pokazywać. Chłopiec na przykład, gdy grają w berka zmienia zasady, gdy zaczyna przegrywać. Dzieci się nie dają przekonać, więc się obraża. Dziewczynka za to wiecznie musi być w pierwszej parze. Już nawet inne dzieci tłumaczą jej, że to dziecinne.
Jej mama nigdy nie słucha co mówię o jej córce, oraz nie wywiązuje się z obowiązków rodzica w terminie. Raz miałam taką sytuacje, że była właśnie organizowania wycieczka szkolna, a dzień wcześniej zadzwoniła oburzona mama dziewczynki, dlaczego to ona nie została o niej poinformowana. To ciekawe, bo zgoda na udział w wyjeździe spoczywała spokojnie w mojej szufladzie.
I Powtórzę to, o czym już wspomniałam wcześniej: Jeśli na dziecko zawsze znajdzie się sposób, to na rodzica już niekoniecznie.
- Dziękuję za rozmowę.
- Dziękuję.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz