FENOMEN TŁUSTEGO CZWARTKU
Wczoraj
było najlepsze święto w roku. Mówię całkowicie serio, bez cienia kpiny.
Bo kto
przejmowałby się samotnymi walentynkami, jeśli dwa tygodnie później może swoje
smutki… zajeść?
Mimo
upływu czasu ten dzień NAPRAWDĘ się obchodzi z należytym impetem.
Godzina
8:50 na oko, ulica Starowiślna. W miejscu, gdzie w lecie są najlepsze lody w
Krakowie, w zimie sprzedawane są pączki. Kolejka ciągnie się przez prawie całą
ulicę.
Wracając
do domu tramwajem o 14, zdawało mi się jakby kolejka wcale nie ruszyła z
miejsca.
Do autobusu wsiada mężczyzna ze sporym, plastikowym opakowaniem z pączkami. W sumie szkoda, że nie z kartonem. Autobus mija jakiś samochód dostawczy, stają na światłach… kierowca spokojnie wcina pączka.
W domu
moje osobiste święto już czeka na konsumpcję.
Dlaczego
tak się cieszymy tym dniem? Dlaczego z taką chęcią go obchodzimy? Przecież
pączki można szamać codziennie, dlaczego akurat w ten dzień smakują nam
najbardziej?
Bo tak
się gdzieś wpisało. W naszej kulturze, tradycji. Zaczęłam zastanawiać się skąd
to dokładnie się wzięło, ponieważ jak wiadomo święto jest ściśle powiązane z
religią chrześcijańską. O dziwo, obchodzone jest tylko w Polsce i katolickiej
części Niemiec. Dawniej objadano się
pączkami nadziewanymi słoniną, boczkiem i mięsem, które obficie zapijano wódką.
Tradycja
początki ma w starożytności. Był to dzień, w którym świętowano odejście zimy i nadejście
wiosny. Ucztowanie opierało się na jedzeniu tłustych potraw, szczególnie mięs
oraz piciu wina, a zagryzkę stanowiły pączki przygotowywane z ciasta chlebowego
i nadziewane słoniną. Rzymianie obchodzili w ten sposób raz w roku tzw. tłusty dzień..
W Małopolsce nazywany on był wówczas combrowym czwartkiem. Według legendy nazwa
pochodzi od nazwiska żyjącego w XVII wieku krakowskiego burmistrza Combra,
złego i surowego dla kobiet mających swoje kramy i handlujących na krakowskim
rynku. Umarł on podobno w tłusty czwartek. W każdą rocznicę śmierci przekupki
na targu urządzały więc huczną zabawę i tańce.
Około XVI wieku w Polsce pojawił się
zwyczaj jedzenia pączków w wersji słodkiej. Wyglądały one nadal nieco inaczej
niż obecnie – w środku miały bowiem ukryty mały orzeszek lub migdał. Ten, kto
trafił na taki szczęśliwy pączek, miał cieszyć się dostatkiem i powodzeniem.
I to jest świetne- że mamy coś
własnego, co jest wesołe, co w końcu nie przypomina pogrzebu, co cieszy każdego
człowieka w kraju. Bo na przykład przyrównując do Dnia Niepodległości… Ciężko znaleźć
bardziej smutne święto. No, chyba że Wszystkich Świętych. Nie, nie twierdzę, że od razu mamy powariować
jak Amerykanie na 4 lipca, ale świętujmy może chociaż trochę… No nie wiem…
Bardziej entuzjastycznie? To chyba jeden z radośniejszych dni w roku. Dlaczego więc co roku obchody przypominają
żałobę narodową? Przecież odzyskaliśmy niepodległość po 123 latach!
No cóż- tak, cieszy mnie fenomen
tłustego czwartku. Tak, dalej pączki smakować mi będą najbardziej w ten właśnie
dzień. To trochę jak z barszczem czerwonym na Wigilię, albo z karpiem.
Na koniec stare polskie powiedzenie:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz