piątek, 28 lutego 2014

Fenomen Tłustego Czwartku



FENOMEN TŁUSTEGO CZWARTKU
Wczoraj było najlepsze święto w roku. Mówię całkowicie serio, bez cienia kpiny.
Bo kto przejmowałby się samotnymi walentynkami, jeśli dwa tygodnie później może swoje smutki… zajeść? 
Mimo upływu czasu ten dzień NAPRAWDĘ się obchodzi z należytym impetem.
Godzina 8:50 na oko, ulica Starowiślna. W miejscu, gdzie w lecie są najlepsze lody w Krakowie, w zimie sprzedawane są pączki. Kolejka ciągnie się przez prawie całą ulicę.
Wracając do domu tramwajem o 14, zdawało mi się jakby kolejka wcale nie ruszyła z miejsca.



Do autobusu wsiada  mężczyzna ze sporym, plastikowym opakowaniem z pączkami. W sumie szkoda, że nie z kartonem. Autobus mija jakiś samochód dostawczy, stają na światłach… kierowca spokojnie wcina pączka.
W domu moje osobiste święto już czeka na konsumpcję.
Dlaczego tak się cieszymy tym dniem? Dlaczego z taką chęcią go obchodzimy? Przecież pączki można szamać codziennie, dlaczego akurat w ten dzień smakują nam najbardziej?
Bo tak się gdzieś wpisało. W naszej kulturze, tradycji. Zaczęłam zastanawiać się skąd to dokładnie się wzięło, ponieważ jak wiadomo święto jest ściśle powiązane z religią chrześcijańską. O dziwo, obchodzone jest tylko w Polsce i katolickiej części Niemiec.  Dawniej objadano się pączkami nadziewanymi słoniną, boczkiem i mięsem, które obficie zapijano wódką.
Tradycja początki ma w starożytności. Był to dzień, w którym świętowano odejście zimy i nadejście wiosny. Ucztowanie opierało się na jedzeniu tłustych potraw, szczególnie mięs oraz piciu wina, a zagryzkę stanowiły pączki przygotowywane z ciasta chlebowego i nadziewane słoniną. Rzymianie obchodzili w ten sposób raz w roku tzw. tłusty dzień..
W Małopolsce  nazywany on był wówczas combrowym czwartkiem. Według legendy nazwa pochodzi od nazwiska żyjącego w XVII wieku krakowskiego burmistrza Combra, złego i surowego dla kobiet mających swoje kramy i handlujących na krakowskim rynku. Umarł on podobno w tłusty czwartek. W każdą rocznicę śmierci przekupki na targu urządzały więc huczną zabawę i tańce.
Około XVI wieku w Polsce pojawił się zwyczaj jedzenia pączków w wersji słodkiej. Wyglądały one nadal nieco inaczej niż obecnie – w środku miały bowiem ukryty mały orzeszek lub migdał. Ten, kto trafił na taki szczęśliwy pączek, miał cieszyć się dostatkiem i powodzeniem.

I to jest świetne- że mamy coś własnego, co jest wesołe, co w końcu nie przypomina pogrzebu, co cieszy każdego człowieka w kraju. Bo na przykład przyrównując do Dnia Niepodległości… Ciężko znaleźć bardziej smutne święto. No, chyba że Wszystkich Świętych.  Nie, nie twierdzę, że od razu mamy powariować jak Amerykanie na 4 lipca, ale świętujmy może chociaż trochę… No nie wiem… Bardziej entuzjastycznie? To chyba jeden z radośniejszych dni w roku.  Dlaczego więc co roku obchody przypominają żałobę narodową? Przecież odzyskaliśmy niepodległość po 123 latach!
No cóż- tak, cieszy mnie fenomen tłustego czwartku. Tak, dalej pączki smakować mi będą najbardziej w ten właśnie dzień. To trochę jak z barszczem czerwonym na Wigilię, albo z karpiem.
Na koniec stare polskie powiedzenie: 
                                           

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz