czwartek, 22 maja 2014

Miałem kiedyś psa


- Miałem kiedyś psa.
Przenikające ich ciała zimno, wcale nie ostudzało nerwów. Wręcz przeciwnie.  Trzęśli się jak galaretki, spoconymi dłońmi ściskając trzony łopat. Nasłuchiwali, kopiąc zażarcie jakby to miała być ostatnia czynność w ich życiu. Noc pochłaniała pole w głębokiej ciemności. Było ich dwóch. Stary i młody.
- Dobre to było psisko. Zawsze… przylazło gdy człowiek jadł kiełbasę.
Chłopczyna blady i przerażony słuchał opowieści starca, próbując oderwać myśli od ich zajęcia. Coś zamiauczało w krzakach i obaj podskoczyli niespokojnie, rozglądając się wkoło. Przez chwilę uważnie nasłuchiwali, zamierając w miejscu.

- Nikt.
- Nikt.
- No i ta psina…

Koło nich leżały dwa ciała z ranami postrzałowymi i szeroko otwartymi, przerażonymi oczami.  Ubrani po cywilnemu, mężczyzna i kobieta.

- A jak ten pies szczekał! Mówię ci!  Stu chłopa by z nóg zmiótł tym ujadaniem!

Z ran postrzałowych nie sączyła się już krew. Serca stanęły równo, chociaż ją zastrzelono chwilę później. Serca stanęły równo, bo przecież jej własne biło tylko dla niego.  Widziała jak próbował coś powiedzieć, jak jego pełne niedowierzania, zielone oczy zamierają w bezruchu. Gdy padł drugi strzał  wszystko zgasło. Odebrano im życie, wolność, oddech. Leżeli jedno na drugim, wciąż trzymając się za ręce. Jakby myśleli, że to ich uratuje.
 Czyż nie obiecano im żyć długo i szczęśliwie?

- A… imię?
- Imię?
- No psa.
- A… Joszko.

Leżeli tam pięć dni. Nikt nie tknął ciał z obawy przed śmiercią. Współcześni Romeo i Julia- tak właśnie zostali okrzyknięci przez cały świat. 
Ale ich już nie było. Nie było czarnych włosów, delikatnych uśmiechów i błyszczących, radosnych oczu. Życie na ziemi toczyło się dalej, swoim szybkim, niezrozumiałym tempem.


- Zdechł?
- E gdzie tam. Skórę z niego zdarli.
- To przykre.
- Ano. Ale miałem kiedyś naprawdę świetnego psa…

Wbrew pozorom wszyscy modlimy się do jednego Boga.  Ku pamięci. 
                                                                            ~*~ 
Wiem, że pogrzeb  Admiry Ismić i  Boška Brkić odbył się zgodnie z wszelkimi honorami, jednak najpierw zaczęłam pisać, a dopiero potem skojarzyło mi się z ich historią. Zdjęcie, które obiegło cały świat można zobaczyć tutaj. 
O co chodzi? 
Był 28 maja 1993 roku. Ona – Admira Ismić była bośniacką muzułmanką. On – Boško Brkić był Serbem. Oboje mieli po 25 lat. Tego dnia próbowali uciec z oblężonego miasta – od spadających na miasto bomb, od strzałów, od czającej się wszędzie śmierci. Niestety, nie było im dane szczęśliwe życie na wolności. Na Alei Snajperów dosięgły ich kule. Ciała Admiry i Boška leżały przez kilka dni w miejscu, w którym młodzi zginęli, gdyż nikt, w obawie przed śmiercią, nie odważył się ich zabrać.
Początkowo oboje młodzi zostali pochowani osobno. Trzy lata później ich rodziny zdecydowały się przeprowadzić ekshumację ciał i pochować je razem, na jednym z sarajewskich cmentarzy.
Do następnego :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz